W świecie bezprzewodowych słuchawek wokółusznych z systemem ANC panuje dziś brutalna, bezkompromisowa rywalizacja. Producenci tacy jak Sony, Bose czy Apple co rok zasypują rynek nowymi modelami, kusząc nas coraz bardziej zaawansowanymi algorytmami sztucznej inteligencji, trybami przestrzennego dźwięku i obietnicami absolutnej ciszy. Gdy na rynku debiutowały Bowers & Wilkins PX7 S2, szturmem zdobyły serca recenzjonów i wymagających audiofilów, udowadniając, że słuchawki Bluetooth mogą brzmieć niemal jak rasowy, domowy sprzęt stacjonarny.
Od ich premiery minęło jednak trochę czasu – w szybko pędzącym świecie technologicznych nowinek to okres, w którym wiele urządzeń zdąży całkowicie zestarzeć się i zniknąć z pamięci konsumentów. Czy flagowy, brytyjski projekt wciąż obroni się na zatłoczonym półku sklepinowym? Sprawdziliśmy, czy PX7 S2 po latach nadal są warte swojej ceny i czy zasługują na miejsce na Twojej głowie.
Design, wykonanie i luksus, który nie wychodzi z mody
Jednym z największych atutów słuchawek Bowers & Wilkins od zawsze było wzornictwo, które bardziej przypomina dzieło sztuki użytkowej niż plastikowy gadżet masowej produkcji. W modelu PX7 S2 Brytyjcy inżynierowie połączyli minimalistyczną elegancję z materiałami najwyższej próby.
Pałąk pokryty przyjemną w dotyku, miękką skórą ekologiczną oraz metalowe akcenty konstrukcyjne sprawiają, że biorąc słuchawki do ręki, od razu czujesz, za co płacisz. Co ważne, mimo upływu lat design ten absolutnie się nie zestarzał. Wręcz przeciwnie – na tle wszechstronnego, generycznego plastiku dominującego u rynkowych rywali, PX7 S2 wyglądają niezwykle dystyngowanie i nowoczesne.
Ergonomia stoi na bardzo wysokim poziomie. Nauszniki z pianki z pamięcią kształtu idealnie przylegają do głowy, a siła docisku została skalkulowana tak, by zapewnić doskonałą pasywną izolację akustyczną, nie powodując przy tym bólu małżowin nawet po kilku godzinach nieprzerwanego odsłuchu. To sprzęt, który dumnie nosi się zarówno w zatłoczonym pociągu, jak i w eleganckiej przestrzeni biurowej.
Jakość dźwięku: Muzykalność, która zawstydza nowsze modele
Gdy większość producentów bezprzewodowego sprzętu podkręca niskie tony i sztucznie wyostrza górę, by ukryć niedoskonałości przetworników, Bowers & Wilkins idzie własną, bezkompromisową ścieżką. Brzmienie PX7 S2 to prawdziwa uczta dla uszu, która – co najważniejsze – nie straciła nic ze swojej aktualności.
- Precyzja i scena dźwiękowa: Zastosowane 40-milimetrowe przetworniki zostały ustawione pod kątem wewnątrz muszli, co pozwala uzyskać niesamowicie szeroką, trójwymiarową scenę. Masz wrażenie, że słuchasz muzyki na żywo, a poszczególne instrumenty są idealnie odseparowane od siebie.
- Zbalansowany bas i klarowna średnica: Niskie tony są szybkie, sprężyste i schodzą bardzo nisko, ale nigdy nie dominuje nad resztą pasma. Wokale brzmią naturalnie, ciepło i niezwykle blisko, co sprawia, że odsłuch jazzu, soulu, klasycznego rocka czy współczesnej elektroniki to czysta przyjemność.
- Wsparcie dla kodeków: Słuchawki oferują obsługę zaawansowanych kodeków (w tym aptX Adaptive), co gwarantuje wysoką jakość przesyłu bezprzewodowego ze zgodnych urządzeń źródłowych.
ANC i kultura pracy: Jak wypadają na tle dzisiejszych standardów?
Tu dochodzimy do miejsca, w którym czas lekko zweryfikował pozycję brytyjskiego modelu. System aktywnej redukcji szumów (ANC) w PX7 S2 jest bardzo dobry – skutecznie odcina szum pociągu, miejski zgiełk czy pomruk klimatyzacji w biurku.
Jednak w starciu z najnowszymi konstrukcjami konkurencji (które w ostatnich latach wykonały ogromny skok technologiczny w algorytmach tłumienia hałasu), Bowers & Wilkins zostaje delikatnie w tyle. Nie jest to poziom absolutnej próżni, jaki oferują najświeższe flagowce Sony czy Bose.
Podobnie wygląda kwestia aplikacji mobilnej oraz funkcji dodatkowych. Otrzymujemy tu podstawowy korektor dźwięku, zarządzanie sparowanymi urządzeniami (multipoint działa bez zarzutu) oraz czujnik noszenia, który pauzuje muzykę po zdjęciu słuchawek. Brakuje tu jednak zaawansowanych fajerwerków pokroju przestrzennego śledzenia ruchu głowy czy automatycznego wykrywania mowy. Dla wielu purystów audio będzie to jednak zaleta – dostajemy prosty, stabilny system skupiony wyłącznie na muzyce, a nie zbędnych dodatkach.
Czas pracy na baterii, wynoszący około 30 godzin na jednym ładowaniu (wraz z włączonym ANC) oraz funkcja szybkiego ładowania (15 minut pod prądem daje kilka kolejnych godzin odtwarzania), wciąż w pełni wpisują się w dzisiejszy rynkowy standard.
Czy po czasie nadal warto je kupić?
Odpowiedź na to pytanie zależy od tego, czego szukasz w świecie mobilnego audio. Dziś, gdy na rynku dostępne są nowsze iteracje (np. seria S2e), starsze PX7 S2 bardzo często pojawiają się w atrakcyjnych cenach promocyjnych lub na rynku wtórnym w świetnym stanie.
TAK: Twoim absolutnym priorytetem jest jakość dźwięku, naturalność barwy i muzykalność, a do tego cenić sobie ponadczasowy design, materiały premium i wygodę. W niższej, poekspozycyjnej lub promocyjnej cenie PX7 S2 potrafią zmiażdżyć brzmieniem większość współczesnych, plastikowych słuchawek z plastikowym, cyfrowym nalotem w tym samym budżecie.
NIE: Szukasz absolutnie najlepszego na rynku, studyjnego ANC do ekstremalnego odcinania świata (np. do pracy w głośnym open space) lub zależy Ci na najnowszych funkcjach smart i zaawansowanych algorytmach sztucznej inteligencji.
Bowers & Wilkins PX7 S2 to dowód na to, że prawdziwa klasyka nie potrzebuje corocznych liftingów, by bronić się na rynku. Choć konkurencja uciekła pod względem zaawansowania cyfrowego ANC, pod kątem czystego kunsztu audio i luksusowego wykonania brytyjski model wciąż pozostaje w ścisłej czołówce. To dojrzały, świetnie wyceniony po czasie sprzęt dla każdego, kto słuchanie muzyki traktuje jak mały rytuał, a nie tylko tło do codziennych dojazdów.

